niedziela, 8 czerwca 2014

Rozdział 26




- Lottie! Zaczekaj!- krzyknął Liam.


Biegł za mną, aż do drzwi sypialni, które z impetem zatrzasnęłam tuż przed jego twarzą, przekręcając klucz w zamku.


- Otwórz !
- Liam. Daj mi spokój.- powiedziałam cicho.


Przez chwilę walił pięściami w drewnianą powłokę, po czym dźwięk jego kroków wypełnił korytarz.


- Co ja mam…


Szybko sprawdziłam stan swojego konta bankowego, który wskazywał ponad 70000 funtów. Ugh. Pieniądze z umowy z  Lou.


- Kochanie…- delikatny głos Harry’ego uderzył w moje uszy.- Otwórz.


Odpowiedziała mu jedynie cisza.


- Zayn nie chciał tego powiedzieć…
-Oboje wiemy, że chciał!
- Proszę… Wpuść mnie. – wychrypiał.
- Ja…


Po krótkim zastanowieniu się, odblokowałam drzwi.


- Kocham Cię.


Zielonooki zamknął mnie w swoich ramionach.


- Harry… - jęknęłam.
- Tak?
- Zaraz… Zaraz mnie udusisz!
- Oh. Przepraszam.
- Też Cię kocham.- uśmiechnęłam się.
- Naprawdę?
- Oczywiście!


Chłopak zachichotał, dzięki czemu wyglądał bardzo młodo.


- Jesteś uroczy.
- Weź.- mruknął.
- To komplement!
- Uroczy z tą rozciętą wargą?
- Tak! I z tymi swoimi loczkami.


Wsunęłam palce w jego włosy, składając pocałunki na ranach zdobiących jego twarz.


- Zayn był zły, ale tak nie uważa..
- Zapomnij o tym. Źle zrobiłam, zostawiając tam tak ważny dziennik, a teraz chciałabym przebrać się i zjeść coś.
- Niall został na dole, więc nie wiem czy cokolwiek zostanie w lodówce.
- Miły i kochany jest.
- Ej. Ej. To ja jestem…
- Tak jesteś! Jesteś moim księciem.
- A ty moją wiewiórką.
- C-Co?
- Nie wiem, nie pytaj.
- Jesteś dziwny.
- Oj wiem, Mała, ale to dlatego mnie kochasz.
- No nie wiem…
- Pff.
- Oplułeś mnie!- pisnęłam, teatralnie wycierając policzek.
- Jasne jasne!
- Z czego się śmiejesz, Debilu?
- Z Ciebie!
- Nie lubię Cię!
- W takim razie mogę sobie iść.
- Nie możesz!


Syknął, kiedy szarpnęłam go za bark.


- Ojej. Przepraszam. Zapomniałam.
- Nic się nie stało, Skarbie.
- Mięęęczak!- głowa Niall wychyliła się zza framugi.
- Spieprzaj, Idioto.- Harry rzucił w niego poduszką.
- Skarbie! Skarbie!- przedrzeźniał go Blondyn.
- Zabiję Cię, Gnojku.


Usunęłam się z miejsca ich dziwacznych docinek, zabierając z torby świeże ubrania.



***



Po zjedzonym posiłku udałam się na ogród, by zadzwonić pod numer używany przez porywaczy.


- Słucham Cię, Złotko.- odezwał się jeden z nich w słuchawce.
- Potrzebuję więcej czasu. –wyznałam bez ogródek.
- To znaczy?
- Zdobędę tyle ile chciałeś, ale daj mi jeden dzień więcej.
- Popierdoliło Cię chyba, kurwa.- syknął.
- Nie. Zależy Ci… Wam na pieniądzach, prawda?
- Ta.
- Więc daj mi 24 godziny więcej,  a zdobędziesz je.
- Ja pierdole.
-  Co będziecie mieli z zabicie Lou? Nic, a tak przynajmniej będziecie mieli kasę.
- Dobra. Masz dzień więcej, ale dodasz 50000.
- Serio, kurwa?
- To mój warunek.
- … Zgadzam się.
- A więc… Jutro w ustalonym miejscu o… 6 rano.
- Tak wcześnie.
- Tak. Słyszałaś.
- Daj mi Louis’a. Chcę mieć pewność czy nic mu nie zrobiliście.
- Nie. Masz być punktualna.
- Czek…
- Do zobaczenia, Charlotte.


Usłyszałam szum, obwieszczający przerwanie połączenia.


- Z kim rozmawiałaś?


Odwróciłam się. Demi skubała płatek jednego z tulipanów obok niej.


- Um.. Z kolegą.- skłamałam po raz kolejny.
- Jak się nazywa?
- A… Austin?


Po wyrazie jej twarzy wiedziałam, iż nie uwierzyła w moje wyjaśnienia.


- Tylko nie wpakuj się w jakieś bagno.- ostrzegła na odchodnym.
- Ale…!
- Pamiętaj!- odkrzyknęła.


Czułam rosnące we mnie wyrzuty sumienia oraz strach.


- Lottie!
- Tu jestem, Kate!
- Pomożesz mi z obiadem?
- Jasne. Tylko daj mi chwilę.
- Mamy czas. Chłopcy jadą do naszego mieszkania.


Jej! Idealna okazja, by się wymknąć.


- Co mam zrobić?- zapytałam.
- Pokrój warzywa.- poinstruowała Blondynka.




***



Prawie gotowe danie trafiło do piekarnika, kiedy chwyciłam swój plecak i ruszyłam biegiem w stronę bramy.


- Pani Davis!- gonili mnie ochroniarze, na szczęście miałam sporą przewagę nad nimi.


Na wszelki wypadek zwolniłam dopiero przecznice dalej. Zatrzymałam się na przystanku autobusowym, skąd zamówioną taxówką udałam się do willi Tomlinson’a.


- Ugh…


Zapasowy klucz pasował do zamka w głównych drzwiach.


- Charlotte?- Amber stała na schodach, prowadzących na piętro.
- Heeej!- jęknęłam.
- Co tutaj robisz? Gdzie jest Louis ?
- Długa historia... Mam coś do załatwienia.
- On o tym wie?
- Oczywiście.


Udałam się do jego sypialni, po czym odnalazłam ukryty (standardowo) za obrazem sejf.


- 3… 7…5…? 1?- próbowałam przypomnieć sobie kod.- Kurwa.


Wpisałam jeszcze raz zmieniając kolejność liczb, a ciężkie drzwi ustąpiły. W środku znajdowały się dokumenty oraz pieniądze. Wpakowałam 200 tysięcy do bordowego plecaka.


- Do zobaczenia!- krzyknęłam, nie wiedząc gdzie znajduje się  moja dawna współpracowniczka.
- Dzieje się coś złego, prawda?- pojawiła się nagle przede mną.
- Amb… To nie jest dobry moment na takie pytania. Spieszę się.
- Odpowiedz mi, proszę…- powiedziała, wręcz błagalnie.
- Tak. Więcej nie mogę powiedzieć. Pa.


W drodze powrotnej starałam się zachowywać jak najbardziej neutralnie… Choć znając mnie, za pewne nie za bardzo mi to wychodziło.


- Gdzie ty do cholery byłaś?!- przywitał mnie wrzask naprawdę wkurzonego Styles’a.
- Po kilka rzeczy do sklepu i musiałam kilka zabrać z domu Lou.
- Co kurwa?! Przecież tam jest najbardziej niebezpiecznie!
- Oj nie przesadzaj!


Odsunęłam się do tyłu, kiedy podniósł rękę.


- Lottie…
- Ja…
- Myślałaś, że chciałem Cię uderzyć? – szepnął.
- T-Tak.- wyznałam.
- Nigdy bym Cię nie uderzył!
- Wiem, przepraszam.- burknęłam.
- Po prostu… Baliśmy się od Ciebie.
- Nie było nic niepokojącego.
- Oni się ukrywają.. Jestem pewien, że Cię śledzili.
- Możliwe, ale jak widać nic mi nie zrobili.
- Jeszcze…
- Jesteś nadopiekuńczy.
- Być może, ale to dlatego, że Cię kocham.
- Ew.- przerwał nam po raz kolejny Zayn.- Gdzie byłaś?
- Na zakupach i po kilka rzeczy u Louis’a.
- Miałaś nie wychodzić . NIGDZIE.- nie brzmiał zbyt przyjaźnie.
- Wiem.
- Więc dlaczego wyszłaś?
- Bo tak.
- Ugh. Jesteś taka dziecinna.
- A ty taki wredny.- odwarknęłam.
- Spieprzaj.
- Hola! Hola! Tylko się nie bijcie!- zaśmiał się Hazz.


Wrzuciłam plecak bezpiecznie pod łóżko, po czym odgrzałam sobie obiad.


- Lottie? Możemy porozmawiać?- zapytała Kate.
- Jasne.
- Na osobności?- spojrzała dyskretnie na Niall’a.
- Um rozumiem. Już się usuwam.- odezwał się nagle Horan.
- Nie. My możemy pójść.
- Nie, zostańcie.


Naprawdę polubiłam tego chłopaka. Nie sprawiał żadnych problemów, był miły i cholernie zabawny.


- O co chodzi?- zostałyśmy same.
- Ja… Khym…
- Spokojnie.
- Jestem w ciąży.

Chwilę milczałam, próbując przetworzyć jej słowa.


- Czekaj. Powtórz.
- Jestem w ciąży.
- Na- Naprawdę?!
- Tak!


Zaczęłam piszczeć. Kiedy przytuliłam ją z moich oczu popłynęły łzy szczęścia.


- Jeju!!! Kocham Cię!- krzyknęłam.- Zayn wie?
- Niee…
- Dlaczego?!
- Boję się mu teraz mówić.. Jest dość rozdrażniony.
- Ugh. Powinien mimo wszystko wiedzieć.
- Czekam na dobry moment.- zesmutniała nagle.
- Który tydzień?
- 2 miesiąc.- zachichotała.
- Co?! Nie widać!
- Wiem, ale byłam już u lekarza  i już dużo widać.- rozpływała się.
- Jejuuu.. Tak się cieszę.
- Ja też jhdjsh.
- Ale musisz mu powiedzieć! Teraz!
- Teraz??
- Tak!
- Nie mam mowy.
- Proszę… Zrób to. Teraz tyle stresu, a to taka dobra nowina!
- Eh… Zastanowię się.
- Dziękuję.


Uścisnęłam ją, kiedy akurat wszedł Malik.


- Porozmawiajcie.- spojrzałam na przyjaciółkę znacząco, po czym opuściłam pomieszczenie.


Usiadłam wraz z resztą naszej grupy w pokoju kinowym. Po chwili przybiegł Zayn, krzycząc:


- Zostanę ojcem!!!


Oczywiście gratulacjom nie było końca.


__________________________________________________________________

Witajcie!
Rozdział mym zdaniem jest w sam raz (?) i nie należy do
tych nudniejszych, mimo że nie dzieje się nic nadzwyczajnego.
Ciszę się, że odpowiadacie na moje pytania i komentujecie.
To naprawdę motywuje do pracy nad fanfiction :D 
Chciałabym poruszyć pewną sprawę…Otóż…
Dość często słyszę, że dany rozdział jest podobny do
 rozdziału innego (w większości znanego) ff.
Tak, czytam inne opowiadania, ale nie znam ich przecież
na pamięć. Owszem raz.. Jeden jedyny! Inspirowałam
się DARK-iem, ale więcej tego nie zrobiłam. Pod ostatnim
postem ktoś napisał, że rozdział był podobny do Cienia.
Ops. Nie wiem o czym jest Cień. Z tego co się doczytałam
na moim tl to jest chyba o kimś z 5SOS, a ja nie jestem ich fanką, so..
Potrafię być oryginalna. Gdyby tak nie było to teraz
czytałybyście kopię innego ff. Szanuję pracę innych.
Ugh. Wyszła książka. Przepraszam.
Mam nadzieję, że się spodoba J
Komentujcie 


Little Bird

czwartek, 5 czerwca 2014

Rozdział 25



Słysząc mój strwożony krzyk, wszyscy spojrzeli w miejsce gdzie chwilę wcześniej tkwiła szyba. Na zewnątrz stało dwóch mężczyzn, trzymających za ramiona zakneblowanego Louis’a. Uśmiechnęli się chytrze, po czym wciągnęli go do nieoznakowanej furgonetki tuż za nimi.  Chwilę później już ich nie było.

- Czy… Czy oni mieli…?- zapytała roztrzęsiona Kate.
- Tak.- warknął Harry.
- Musimy zadzwonić na policję!- pisnęłam.
- Zajebią go jeśli to zrobimy.- stwierdził Zayn.

Malik i Styles wydawali się tak spokojni, jakby to co zdarzyło się moment wcześniej nawet ich nie zainteresowało.

- Znacie ich?- dociekała Jefferson.

Przestałam całkowicie słuchać rozmowy, kiedy dostrzegłam kamień z kartką tuż przy oknie. Podniosłam go, odrywając informację od porywaczy.

To nie koniec.

Te zaledwie kilka słów, zapisanych niedbałym pismem, przyprawiło mnie o dreszcze.

- Co tam masz?- długie palce Harry’ego objęły kamień oraz wyrwały mi kartkę.- Zayn.
- Co?
- Chodź tu.

Czekoladowe oczy chłopaka powiększyły się do granic możliwości na widok wiadomości.

- Ubierzcie się, weźcie kilka rzeczy do przebrania, a Zayn zawiezie Was do… Liam’a.- powiedział Lokaty.
- Ale…- zaczęłam.
- Charlotte. Rusz ten swój chudy tyłek i idź się ubrać.- syknął.

Przestraszona tonem jego głosu , założyłam pierwszą lepszą bluzkę oraz dresy.


- Spakowałem Ci to co najważniejsze.- Harry podał mi  plecak, który wzięłam bez słowa.- Posłuchaj.

Przysiadłam na jego kolanach, kiedy mówił cichutko do mojego ucha.

- Nie mam pewności czy nas nie obserwują. Przepraszam, że jestem taki ostry. Dopadli Lou i w każdej chwili mogą zachcieć porwać Ciebie czy Kate.  Liam to twardy facet i ma ochroniarzy pod domem. Tam będziecie bezpieczne.
- A co z wami?
- Damy sobie radę.  Spróbujemy odnaleźć  jakieś wskazówki.
- Uważajcie na siebie.- westchnęłam.
- Będziemy. Kocham Cię, skarbie.

Złączył nasze usta, po czym wypchnął mnie za drzwi.

- Trzymajcie się blisko mnie.- mruknął Zayn.
- Chyba jesteśmy śledzeni.

Moje podejrzenia zostały potwierdzone, kiedy odwracając się zauważyłam mężczyznę w długim skórzanym płaszczu idącego w odległości około 4 metrów za nami. Dostrzegł moje zwiększenie tempa chodu, więc zrobił to samo. Zgubiliśmy go dopiero, gdy wsiedliśmy do samochodu… Niestety jak się okazało, ten zniknął na chwilę, by podążać za nami swoim własnym pojazdem…

- Zgubimy tego faceta?- zapytałam szeptem.
- Sądząc po marce jego samochodu, będzie to łatwe.- powiedział, dodając nagle gazu.

Działania mężczyzny wręcz kipiały od jego determinacji.

- Zapięłyście pasy? Kate, pamiętaj.
- Pamiętam. – powiedziała.

Malik znów przyspieszył, manewrując pomiędzy innymi autami na autostradzie.  Nagle znaleźliśmy się na jednej z pobocznych dróg.

- Patrzcie. Patrzcie.- zachichotał.

Podążający za nami wóz pojechał dalej główną ulicą.

- Uff….- wypuściłam resztki powietrza, które dotychczas trzymałam w płucach.
- Co się stało z odważną Lottie?- zakpił Szatyn.
- Spadaj.- odburknęłam.

5 minut później znaleźliśmy się pod znaną mi willą. Dostrzegłam Payne’a otulającego swoim ramieniem Demi.

- Lottie!

Blondynka przycisnęła mnie mocno do siebie.

- Hej, Demi!- uśmiechnęłam się, mimo strachu nadal buzującego w moich tętnicach.
- A ty jesteś…?
- Kate.

Lovato przytuliła ją, po czym to samo uczynili Zayn, a także Liam.

- Liam. Zaopiekuj się nimi.
- No pewnie! Przy mnie nic im się nie stanie.- zapewnił, prowadząc nas do wnętrza budynku.

Hol i salon nie przypominały nawet trochę pomieszczeń, które widziałam podczas pamiętnej imprezy. Było sterylnie czysto!

- Dems, zabierz dziewczyny do pokoju dla gości.- cmoknął ją w czoło, po czym zniknął za jednymi z wielkich drzwi.

Nasze tymczasowe cztery kąty mieściły się niedaleko sypialni właścicieli. Pościel na wielkim łożu małżeńskim była zielona, tak by dopasować się do koloru ścian. Ogromna szafa naprzeciwko okna zdolna byłaby zdolna pomieścić nie tylko moje i Kate rzeczy, ale także jeszcze kilku osób.

- Chcecie wziąć prysznic?- zapytała Demi.
- Nie.. Szczerze mówiąc, wolałabym pójść już spać. – wyznałam.
- Oczywiście. Rozpakujcie się jeśli chcecie i miłej nocy, kochane.

Kate wyglądała jakby nadal była w wielkim szoku.

- Wszystko w porządku?

Usiadłyśmy na zadziwiająco miękkim materacu.

- T-tak.
- Na pewno? Widzę, że coś cię męczy.
- Porozmawiamy jutro, dobrze?

Nie chciałam dłużej jej męczyć, więc wyszłam na balkon, by zadzwonić do Harry’ego.

- Hallo?- jego głos rozbrzmiał po czterech sygnałach.
- Hazz?
- Charlotte! Gdzie jesteś!?
- U Liam’a..
- Jezu. Kochanie… Nie wychodź przez kilka dni na miasto, okej?
- Jasne... Ale dlaczego?
- Oni mogą się kręcić wokół was.
- C-co?- starałam się ukryć przerażenie.
- Postaram się Was jutro odwiedzić.
- Nie mogę się już doczekać. Znaleźliście już coś?
- Tylko telefon Lou.
-  Było w nim coś niepokojącego?
- Oprócz Ciebie na jego tapecie to nie.- mruknął.
- Ja? Na tapecie?
- Ta.  Idź spać… Dość już emocji jak na  jeden dzień.
- Uważaj na siebie!
- Zawsze uważam. Kocham Cię. Dobranoc. Pam….

Nim dokończył swoje zdanie  rozległ się dziwny trzask i usłyszałam  tylko nieznany mi męski głos.

- Znowu się spotykamy, Styles.

Rzuciłam się biegiem, by powiedzieć o wszystkim Payne’owi.

- Liam! Ktoś przyjechał do naszego mieszkania! Chce coś zrobić Harry’emu!- pisnęłam.
- Skąd wiesz?!
- Rozmawiałam z nim! Usłyszałam „Znów się spotykamy, Styles” i koniec! Jedź tam! Proszę!

Chłopak zerwał się na równe nogi.

- Arthur! Zostań tu i dbaj o nie!-  krzyknął i już go nie było.

Mężczyzna w garniturze stanął w kącie pomieszczenia.

- Lottie? Mogę o coś zapytać?- szepnęła Demi.
- Um..- spojrzałam kątem oka na ochroniarza.
- Spokojnie.
- W takim razie okej…
- Kochasz Harry’ego?

To pytanie zaskoczyło mnie. Nie spodziewałam się.

- Tak!
- To dobrze.. Harry to dobry chłopak, nie chciałabym, żeby ktokolwiek go zranił.
- Rozumiem. Mnie na nim zależy… Jest wyjątkowy.

Czułam ciepło rozchodzące się po moim brzuchu.

- Zgadzam się.- powiedziały dziewczyny w tym samym czasie, po czym zachichotały.

***

Czas płynął nie ubłagalnie wolno… Akurat kończył się dwugodzinny film, który oglądałyśmy, kiedy drzwi frontowe otworzyły się z impetem.


- Art! Pomóż mi!- usłyszeliśmy głos Liam’a.


Brunet oplatał swoim ramieniem Harry’ego, ledwo trzymającego się na nogach.


- O mój…
- Kate. Zabierz Lottie… Gdziekolwiek.
- Nie! Ja chcę…



Pobiegłam w ślad za nimi na górę. 


Twarz Styles'a była opuchnięta, a krew rozmazana na jego policzkach jedynie potęgowała moje złe myśli. Jego dolną wargę przecinała niewielka rana, w takim samym stanie była lewa brew. 


- O kurwa...- syknął, kiedy dotknęłam na prawdę delikatnie jego torsu.
- Przepraszam!


Wzięłam do rąk wodę utlenioną oraz wacik. Moje serce ściskało się na widok bólu w jego oczach.


- Już dobrze... Możesz mówić? 
- N-nie za... Za bardzo.- jęknął. 


Kilka godzin leżał jedynie wpatrując się w sufit, po czym zapadł w niespokojny sen.

***

- Dzień dobryy....


Zachrypnięty głos Harry'ego był dla mnie najlepszą pobudką. Na jego nadal mocno czerwonych ustach gościł leniwy uśmieszek.

- Witam. Jak się czujesz?- zapytałam z troską. 
- Lepiej, kiedy jesteś obok mnie.
- Kochanie...
- Kocham Cię.
- Też Cię kocham!
- Ew. Ugh. Wstawajcie.- odezwał się Zayn, dotychczas stojący w drzwiach.- To znaczy... Ty Lottie.
- Dlaczego?
- Śniadanie.- oznajmił.
- Daj mi chwilę.

W kuchni czekało na mnie kilka obcych osób.

- Hej! Jestem Niall!

Wysoki blondyn o niesamowicie niebieskich oczach zeskoczył ze stołka barowego.

- Um... Cześć. Lottie.
- Miło Cię w końcu poznać.- zachichotał.
- Ja...
- Horan! Jedzenie Ci wystygnie!- uratował mnie Liam.


Nowo poznany chłopak uniósł brwii i szybko wrócił do posiłku.


- Harry mi dużo o Tobie mówił.- wyznał Niall.
- On m...
- Zabiję Cię!- pogroził mu Lokaty, schodząc powoli po schodach.
- Jasne, jasne, Kaleko!


Ruszyłam w jego stronę, by pomóc.


- Nie.. Nie trzeba.- uśmiechnął się. 
- Faceci...- prychnęłam.


Pomieszczenie wypełnił chóralny śmiech.


- Zayn? I jaka sytuacja?


Wszystkie rozmowy natychmiast ucichły.


- Kiedy Liam zabrał Ciebie, kręciłem się jeszcze chwilę po mieszkaniu... Poszedłem do kibla, a kiedy wróciłem w pokoju Charlotte był jakiś gówniarz. Chciałem go złapać, ale uciekł. 
- Zabrał coś?
- Tylko jakąś książkę.
- Jak wyglądała?- zaciekawiłam się. 
- Pomarańczowo-czerwona czy coś?
- Ugh. To był mój notatnik.
- Co tam miałaś?- oczy wszystkich były zwrócone ku mnie.
- Um... Numery wszystkich... Adresy... Piny do kont. Wszystko praktycznie.


Nagle zdałam sobie sprawę z ważności tego dziennika.


- Co kurwa?! Lottie! Czy ty, kurwa, myślisz?!- wrzasnął Malik.


Skuliłam się mimowolnie.


- Stary! Uważaj sobie!- Liam oraz Harry stanęli w mojej obronie.
- Nic nie rozumiecie?! Oni teraz wiedzą o nas wszystko! Jak można być tak głupim?!


Do moich oczu napłynęły łzy.


- Przepraszam!- pisnęłam, po czym uciekłam do łazienki.


Opuściłam się na ziemię, gdy mój telefon zadzwonił.

- Tak?
- Witaj, księżniczko.


Ugh. Ten obleśny głos.


- Czego chcesz?
- Ja?- zaśmiał się.- Raczej czego.. kogo wy chcecie?
- Wypuśćcie go.
- Nie będzie tak łatwo.
- Co mam zrobić?
- Masz się zjawić o 14 na Oxford Street. Sama. 
- Przecież....
- Oczekuję od Ciebie 200 tysięcy.
- Nie mam tyle!
- To już nie mój problem. Albo kasa albo twój chłopczyk w kawałkach.


Jego słowa przyprawiły mnie o dreszcze oraz kolejny napad płaczu.


- Wiem, że Cię pilnują, ale musisz się wymknąć, Księżniczko. 
- Dość.
- 14. Oxford Street. Przy Masarni. Żegnam.

_________________________________________________________________________________


Czejo!
Starał się, by był jak najdłuższy. Pisałam dość chaotycznie
i nie za bardzo mi się podoba....
ALE!
Akcja się rozkręca! 
Proszę Was o opinię :) Oczywiście nic na siłę.
Czas na pytania... Nie musicie na nie odpowiadać, ale
chciałabym nimi poruszyć waszą wyobraźnie :D 

Question 1. Jak myślicie? Lottie pójdzie na Oxford Street?

Question 2. Kim mogą być porywcze?

Następny w niedzielę, max w poniedziałek.

Little Bird 

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Rozdział 24

Obudziłam się, czując palące promienie słoneczne na mojej twarzy, przedostające się przez niewielkie szpary w żaluzjach.

-Har…
Zdziwiłam się, kiedy moja ręka trafiła w poduszkę obok mnie. Gdzie on był? Szybko wciągnęłam szare dresy na moje biodra, po czym podreptałam do kuchni. Tam również nie odnalazłam Harry’ego.

- Widziałaś…?

Pytanie pozostało niedokończone, ponieważ Kate przerwała mi. Oczywiście.

- Hazze? Wyszedł.
- Kiedy?- starałam się ukryć swoje zawiedzenie.
- Pół godziny temu.
- Oh.

Uniosła brwii, przysuwając krzesło bliżej mnie.

- Jak było?- zapytała.
- Ale co?
- Twój pierwszy raz!- wykrzyknęła podekscytowana.
- C-co?
- Twój chłopak…
- Nie jest moim chłopakiem!
- Okej. Twój NIE chłopak, gdy wychodził wpadł na mnie… Miał fryz w stylu „zaraz po sexie”, mimo że raczej nie był chwilę po i … Zarumienił się!
- Naprawdę?
- Tak!

Moje oczy niekontrolowanie rozbłysły.

- Ha! Mam Cię, Charls!

Słysząc  jak mnie nazwała, momentalnie powróciłam pamięcią do naszego pierwszego spotkania. Nie wiedziała wtedy jak zdrobnić moje imię, więc powiedziała „Char.. Charlie..? Charls?”. Była taka nieśmiała! Trudno uwierzyć w to, patrząc na jaka jest teraz, ale rzeczywiście tak było!

- Ale, że co?- jęknęłam i rozłożyłam się wygodniej na fotelu.
- Naprawdę to zrobiliście! Wy! To! Zrobiliście! O mój Boże… Moja mała Charlie.

Nim spostrzegłam, już tkwiłam w mocnym uścisku przyjaciółki.

- Opowiadaj!- pisnęła.
- Kate…
- No już!
- Um.  Przyszedł tutaj w nocy. Był pijany i…- uśmiechnęłam na wspomnienie jego słów.- Zabrałam go do siebie.
- I tak po prostu?
- Co?! Nie! Harry był jakiś roztrzęsiony. Wyznał, że mnie koooch…
- Gadasz! Serio?!
- Tak. Ja.. Nie wiedziałam co czuję. Chciał wyjść, ale nie pozwoliłam mu. Potem tak jakoś poszło…- odetchnęłam, czując jak moje policzki płoną.
- Jakie odczucia?
- Bolało jak cholera.

Wszystkie moje mięśnie napięły się, kiedy poprawiając się na siedzeniu, poczułam skurcze w podbrzuszu.

- Lepiej zrób sobie ciepłe okłady.- poradziła.

Łóżko było w kompletnym nieładzie, tak samo jak moje myśli. Leniwymi ruchami zmieniłam pościel. Dostrzegłam krew na prześcieradle, która stanowiła ostatnie ślady po moim dziewictwie oraz niewinności.

- Dzisiaj jest pogrzeb babci Louis’a.- obwieścił Zayn.
- To już dzisiaj?- mruknęłam.
- Tak. Ja i Kitty idziemy.
- Chyba też powinnam.
- Nic na siłę. Zaczyna się za cztery godziny, mogłabyś się zabrać z nami.- potarł moje plecy, idąc do łazienki.
- Oh.

Postanowiłam zdrzemnąć się na chwilę, by nie myśleć o tym, że będę musiała skonfrontować się z Lou oraz Harry’m w tym samym czasie.

- Lottie. Obudź się. Musisz zacząć się ubierać.

Kate delikatnie potrząsnęła mną.
- Która godzina?
- Masz pół godziny. Zostawiłam Ci tutaj moją sukienkę.
- Będzie za mała.- westchnęłam.
- Nie będzie, Pacanie. Wstawaj.- tym samym opuściła mój pokój.

Miasteczko, w którym mieszkała świętej pamięci pani Tomlinson, znajdowało się godzinę drogi z Londynu.  Straciłam ten czas na słuchaniu muzyki oraz rozmyślaniu.

- Jesteśmy na miejscu.

 Znajdowaliśmy się na parkingu przy niewielkich rozmiarów drewnianym kościele. Wiele ludzi tłoczyło się na zewnątrz, mimo to moje oczy od razu dostrzegły tę znajomą burzę loków. Chłopak jak na niewidzialny znak, odwrócił się w moją stronę. Pomachał.

- Idź do niego.- ponagliła mnie Kate.
- Ale…
- Idź.- zgodził się z nią Malik.

Starając się, by nie upaść na moich wysokich obcasach, ruszyłam w stronę Harry’ego. Zwolniłam nieco, dostrzegając stojącego tyłem do nas Tomlinson’a.

- Hej.
- Cześć, kochanie.- wielkie dłonie Styles’a ujęły moją twarz, a moje usta zostały obdarowane słodkim pocałunkiem.
-  Dlaczego rano zniknąłeś?- zapytałam cicho.
- Musiałem pomóc w przygotowaniach.

Ból i żal po stracie babci tkwił w jego zielonych oczach, mimo że uśmiechał się.

- Przykro mi. – przytuliłam go.
- Dam radę.
- Harry.

Ostry głos przywołał nas do porządku.

Nie. Tylko nie On! Dlaczego?!

Wzrok Bruneta przewiercał moją osobę.

- Louis.- syknął Lokaty.- Gdzie masz Suzie?
- Zamknij mordę. Mamy wchodzić do środka.- kiwnął głową w stronę budynku za nami.

Po dłuższym przyglądaniu się, dostrzegłam zmiany w jego wyglądzie. Podciął włosy, a jego kark oraz klatkę piersiową zdobiły tatuaże, dolną wargę okalał czarny kolczyk.

- Zmienił się.- szepnęłam.

Harry spojrzał na mnie z ukosa.

- Wiem. Kochasz go.
- Nie. Kocham Ciebie.
- Czekaj.. Co?
- Kocham Cię, Hazz.

Kąciki jego ust uniosły się.

- Porozmawiacie później. Chodź.- jego mama pojawiła się z niewiadomo skąd.

Zajęłam miejsce w jednej z tylnich ławek między kobietą ocierającą łzy cieknące z jej oczu, a mężczyzną, krótko mówiąc, cuchnącym alkoholem. Zauważyłam Tommo prowadzącego Suzie za rękę. Uroczystości kościelne i na cmentarzu nie trwały długo, więc już dwie godziny później znaleźliśmy się w niewielkiej saali restauracyjnej na stypie. Panowała ponura atmosfera. Ja sama również nie byłam najszczęśliwsza widząc mojego byłego ukochanego z inną.

- Przejdziesz się ze mną?- usłyszałam zachrypnięty szept tuż przy uchu.

Bez słowa wstałam.

- Jak się czujesz?- zapytałam.
- Nie jest źle.
- Harry…
- Nie. Naprawdę jest dobrze. Nie mówmy o tym.
- No dobrze.

Splótł nasze palce.

- Jak się czujesz?- potarł kciukiem moje kłykcie.
- W jakim sensie?
- Po wczoraj.
- Troszkę obolała.

Chłopak zachichotał.

- Czym jesteśmy?- wymsknęło mi się.
- Nami?
- To znaczy?
- Parą!

Uniósł mnie nad ziemie, wirując w kółko.

- Kocham Cię, Charlotte.

Nie odpowiedziałam, ponieważ usłyszeliśmy chrząknięcie dochodzące ze strony jednej z ławek parkowych.

- Porozmawiajmy.- zaproponował, siedzący na niej Lou.

Palił.

- Ja…

Spojrzałam na Harry’ego, by obejrzeć jego reakcję.

- Będę w pobliżu.- powiedział, odchodząc.

Zasiadłam w bezpiecznej odległości od Niebieskookiego.

- O czym chcesz gadać?

Wyrzucił niedopałek na ziemie, następnie zdeptał go. Podwinął rękawy, ukazując kolejne świeże rysunki zdobiące jego skórę rąk.

- Ile ich masz?- zapytałam.
- 22.
- Dlaczego?
- Zawsze chciałem je mieć.

Nie wyglądał jak On- jak prezes korporacji… Przypominał bardziej osiedlowego Bad Boy’a.

- Charlotte.
- Tak?
- Chciałem, żebyś wiedziała, że zerwałem z Suzie w czasie jej pobytu w Wenecji. Jest bardzo natarczywa i nie przyjęła do siebie rozstania.  Nie okłamywałem Cię.
- Co to zmienia?
- Jesteś z Harry’m.
- Jestem.
- W takim razie to nie zmienia nic.
- Czym jest dla Ciebie miłość?- wypaliłam.
- Nie istnieje.- stwierdził po chwili namysłu.
- Ale.. Mówiłeś, że mnie kochasz.
- Kłamałem.

Moje serce ścisnęło się, a wnętrzności wykonały koziołka. Kłamał. Kłamał. Przymknęłam na chwilę powieki. Jedyne co słyszałam to jego kroki, kiedy odchodził.

- Wszystko w porządku?- Kate dosiadła się.
- Ja… Kłamał.
- Kto? Z czym?
- Louis. Nie kochał mnie.

Gorzkie łzy balansowały na granicy moich oczu.

- A to szmaciarz.- mruknęła pod nosem.
- Kitty… Pomóż mi… Co mam zrobić?
- Skup się na Hazzie, kochanie. On nie jest taki jak jego brat. Tomlinson ma dwie twarze. Porządnego prezesa i tą drugą- ciemną stronę.
- Zdecydowanie nie lubię tej ciemnej strony Tomlinson’a.
- Mimo wszystko… Taki jest pociągający, przyznaj.- uśmiechnęła się od ucha do ucha.
-  Wracajmy.

W dalszej części dnia nie ujrzałam już go ani razu.

Kłamał.
Kłamał.
Kłamał.

Męczyła mnie ta myśl.

- Skarbie. Nie zamęczaj się.- powiedział Harry, gładząc mój policzek.
- Zostań przy mnie.
- Nigdzie się nie wybieram.. To znaczy.. Teraz muszę iść się umyć, ale zaraz wrócę.

Tę noc miał spędzić w moim mieszkaniu.

Nagle moja komórka zawibrowała. Wiadomość została przysłana nieznanego numeru, a jej treść była dość intrygująca.

  Uważaj na siebie, księżniczko.

Nikt nigdy tak mnie nie nazwał, ale pierwszą osobą, która przyszła mi do głowy był Lou.

- Stało się coś?

Styles rzucił swoje brudne ubrania na krzesło, po czym rzucił się na miejsce obok mnie.

- Nie. Wszystko w jak najlepszym porządku.-  skłamałam.- Mogę o coś zapytać?
- Oczywiście. Wal śmiało.
- Gdzie teraz mieszkasz? Nadal u…?
- Nie. Zatrzymuję się to tu, to tam. Obecnie przyjął mnie do siebie Niall.
- Niall?
- Kumpel z czasów liceum. On to typ chłopaka z gitarą.
- Jest muzykiem? -zaciekawiłam się                            
- Tak. Kiedyś występowaliśmy na małych imprezach, kiedy rodzice odcinali mi dostęp do pieniędzy.
- Co planujesz na jutro? Niedziela i wiesz…
- A właśnie. Moja mama zaproponowała dzisiaj, żebyśmy poszli na obiad do jakiejś restauracji. Jesteś zaproszona.- uśmiechnął się, gdy oparłam swoją głowę o jego brzuch.
- Dziękuję.
- Lottie? Dlaczego właściwie nie studiowałaś?
- Rodzicom brakowało pieniędzy na to. Teraz nadal zbieram, żeby móc rozpocząć je w najbliższym czasie.
- Ja też mam zamiar znowu…
- Znowu?
- Tak, niedawno próbowałem… Takie życie przy ciągłej nauce nie jest dla mnie, dlatego zrezygnowałem.
- Więc czemu teraz chcesz?
- Zaczynam patrzeć na świat bardziej… Hm.. Z perspektywy dorosłego, a brak wykształcenia nie pomaga.- westchnął.
- Oh.  A jaki kierunek?- kontynuowałam przesłuchanie.
- Planowałem sportowy uniwersytet z rozszerzoną muzyką. A Ty?
- Taniec. Zdecydowanie.

Od najmłodszych lat paliłam się do zajęć artystycznych. Malowałam, szkicowałam, śpiewałam, ale mimo to moją największą pasją pozostawał taniec. Swoje pierwsze warsztaty zakończyłam w wieku dwunastu lat, po czym dostawałam wiele propozycji uczęszczania do tanecznych szkół… Nie skorzystałam z tego, czego bardzo żałuję.

- Nie wiedziałem, że ty…

W jednej chwili porwał mnie na podłogę, kładąc dłonie na moich biodrach.

- Hey girl. I Just want You to daance with me tonight!

Oparł głowę na moim ramieniu, podczas gdy delikatnie bujaliśmy się na boki w rytm muzyki cicho pląsającej z radia.

- Kocham Cię, wiesz?- cmoknął czubek mojej głowy.

Już po upływie kilku dni, mogłam poczuć jak moje uczucia względem tego słodkiego chłopaka zmieniają się o 360o.  To on był tym brakującym ogniwem mojej osobowości. Czułam się bezpieczna, szczęśliwa, a co najważniejsze… Kochana.

- W poniedziałek mam walkę bokserską.- wyszeptał, tworząc mokrą ścieżkę pocałunków od mojej szyi aż do pępka.
- Naprawdę?
- Tak.
- Nie rób tego.. Proszę.- drgnęłam nerwowo.
- Chcę.
- Oh.

Moja komórka po raz kolejny dała o sobie znać.

- Hallo?- jęknęłam, chichocząc, kiedy włosy Harry’ego po gilgotały mój brzuch.

Słyszałam jedynie świst wiatru z drugiej strony słuchawki.

- Jest tam kto?

Nikt nadal nie odezwał się.

- Grr. Rozłączam się.- syknęłam.
- Poczekaj, księżniczko.

Głos mężczyzny był nieprzyjazny. Brzmiał jak jakiś typ z ciemnej uliczki.

- Kim Pan jest?
- Ja? To nie jest ważne.
- Proszę więcej do mnie nie dzwonić!- wrzasnęłam.
- Obserwuję Cię, cukiereczku. Pamiętaj.
- C-co?
- Powinnaś ubrać spodnie.

Zdezorientowana i przestraszona rzuciłam się w stronę okna, by szybko je zasłonić.

- Zasłonięcie ich, nic nie daje.- rzekł nieznajomy.

Telefon wypadł z moich rąk, trzaskając o podłogę.

- Co to było?- Hazz zakończył połączenie, po czym przyklęknął obok mnie na dywanie.
- Boję się.- łzy płynęły strumykiem po moich policzkach.
- Kto dzwonił?
- Nie znam go. Patrzył cały czas przez okno. Harry…- chlipałam.
- A to sukinsyn. Idę zobaczyć.
- Nie. Zostań. On może być niebezpieczny!- przycisnęłam się do jego torsu.
- Kochanie… Nie płacz.

Nagle usłyszeliśmy głośny trzask, a resztki szyby z mojego okna opadły wszędzie szklanym deszczem.

- Co do kurwy?!- krzyknął mój chłopak, a chwilę później pojawili się także Kate z Zayn’em.
- Kto rozbił szybę?!

Żadne z nas nie spodziewało się tego co chwilę później dostrzegliśmy na zewnątrz.

 _________________________________________________________________________________


Siemanko!
Moim zdaniem rozdział jest w sam raz jeśli chodzi o 
długość , ale dość nudnawy xD
Troszkę mi przykro, iż mimo że jeden z rozdziałów miał 15 komentarzy,
a poprzedni 4 czy 5 ;c Naprawdę potrzebuję motywacji ;c
Trailer pewnie już większość z was widziała, ale i
tak zapraszam do nowej zakładki. Rozmyślam nad zakończeniem
pierwszej części Dark Side Of Tomlinson już w lipcu, jako że
będę pracowała od poniedziałku do piątku. Nic nie jest przesądzone,
ponieważ to tylko gdybanie. Mam pytanko.

Question 1: Jak sądzicie? Kim jest ten mężczyzna?
Qustion 2: Co zobaczyli za oknem?

Od razu mówię, że to nie jest Lou hhaah xD Wreszcie mogę
Wykorzystać mój pomysł :D


Little Bird 

czwartek, 29 maja 2014

Rozdział 23

Czerwona czcionka powinna Wam się kojarzyć
już z czymś, ale mimo to zapowiem i ostrzegę. 

Rozdział zawiera treści przeznaczone dla osób
pełnoletnich (oczywiście, że nie xD ). Nie chcesz
to nie czytaj. Mam nadzieję, że nie zryję Wam psychiki. 

 Patrzyłam wciąż w jeden i ten sam punkt naprzeciwko mnie, podczas gdy Harry cierpliwie czekał, aż dokończę tak ważne dla niego zdanie.

- Przepraszam...- zebrałam się w sobie. - Ja... Sama nie wiem co czuję. Przepraszam. Nie chcę Cię ranić. Po prostu daj mi czas. 

Choć wyraz jego twarzy pozostał niewzruszony, to jego zielone oczy zdradzały wszystko. W głębi ich koloru odkryłam mieszankę wielu emocji: bólu, strachu, rozgoryczenia, zażenowania, złości, rozbicia i... Żalu. Żalu do mnie lub do siebie samego. Solidna dawka alkoholu jedynie dwukrotnie zwiększała odczuwania przez niego bodźców i uczuć wewnętrznych. Bałam się. Bałam się, iż po raz kolejny zniknie na kilka dni, bądź na nawet dłuższy okres czasu... Że więcej mi nie zaufa... Że stanie po stronie swojego brata... Oh. O jak wiele rzeczy bałam się w tamtym momencie. Stopniowo traciłam najważniejsze dla mnie osoby. Chyba wolałam swoje szare życie studentki od tego, które właśnie przeżywałam... Zero problemów, nie licząc tych, kiedy nie nauczyłam się na ważny sprawdzian. A teraz? Nie radziłam sobie z zakochaniem i nagłym zainteresowaniem ze strony chłopców. Wyznanie Harry'ego jedynie powiększyło kłębek myśli, kotłujących się w mojej prawdopodobnie napuchniętej głowie. 

- Przepraszam. Przepraszam. - powtarzałam te słowa niczym mantrę. - Nie odchodź. Przepraszam.

Chłopak wyrwał swój nadgarstek z mojej malutkiej dłoni, po czym odwrócił się do mnie plecami.

- Harry... Nie rób tego.- wyszeptałam wręcz błagalnie. 
- Za późno.
- Nie. Nigdy nie jest za późno. Proszę powiedz, że nie!

Złapał go za napięty biceps, ten jednak strącił moją rękę.

- Nie. Hazz. 

Balansowałam na cienkiej granicy pomiędzy złością, a chęcią rozpłakania się. 

- Zostaw mnie!

Moje plecy gładko przywarły do białej ściany, gdy Harry bez większego wysiłku pchnął mnie na nią.

- Nie chcesz mnie? Rozumiem, ale na miłość boską... Daj mi odejść z resztkami honoru!- mówił, opierając  swoje ręce po obu stronach mojego ciała.

Nagle, nawet ku swojemu zdziwieniu, złapałam go za koszulkę, przyciągając tym samym do siebie oraz namiętnie całując. 

- Co ty... - zaczął, lecz przerwałam mu.
- Cssii. Chcę Cię, głupku. 

Tymi słowami wywołałam swoistą burzę hormonów w moim organizmie.

- Kochaj się ze mną.- mruknęłam.

Nie wiem jak to się stało, ale rzeczywiście to powiedziałam. Chciałam zrobić TO pierwszy raz z nim.

- Najpierw coś mi wytłumacz.
- O co chodzi?
- Dlaczego powiedziałaś, że nie wiesz co czujesz?
- Ja... Khym...To trudne pytanie.

Nie potrafiłam sklecić jednego zdania, czując na sobie jego intensywne spojrzenie. 

- Ugh. Nie mogę.- prychnęłam.
- Co?
- Nie potrafię mówić, kiedy tak się na mnie patrzysz!
- Jak?
- Jakbym była jakimś deserem!

Cieniutki chichot wyrwał się z jego malinowych ust, po czym Harry polizał mnie w nos.

- Bo nim jesteś. Dla mnie.- szepnął tuż przy moim uchu, przygryzając jego płatek.

Dziwny dreszcz szarpnął moim spragnionym jego dotyku ciałem.


- Jesteś pewna swojej decyzji?- zapytał ogarniając wzrokiem całą moją twarz,  jednak skupił się głównie na moich ustach.

Jego długa ręka powoli sunęła po moich plecach, zbliżając przy tym nasze ciała.

- Jestem… - oczywiście, że nie byłam!


Nasze wargi przywarły do siebie w pełnym pasji pocałunku, podczas gdy zręczne palce Harry’ego bez problemu radziły sobie z zapiętym paskiem przy moich spodniach. Odsunęłam od siebie jakikolwiek strach oraz poczucie niebezpieczeństwa. Liczyła się tylko ta chwila- Ja, Harry i to co nas łączyło. Stopniowo zapominałam o wcześniejszych wydarzeniach tego dnia.  Nieśmiały uśmiech wpłynął na moją twarz, kiedy zauważyłam lekkie zdenerwowanie chłopaka. Nie mogąc poradzić sobie z drżącymi dłońmi, oparł swoje czoło o moje. Zachichotałam cicho, czując gilgotanie jego miękkich loków.

- Robiłaś już to?

Zaskoczona, a zarazem zażenowana pokręciłam głową na „nie”. Byłam w 100% pewna, iż moja twarz przybrała kolor buraka.

- Cholera.- kilka przekleństw uleciało wraz z jego westchnieniem.
- To coś zmienia?
- Oczywiście! Nie chcę zrobić Ci krzywdy.


Skrzywiłam się na samą wizję brutalnego dotyku na moim ciele.


- Nie zrobisz tego..- wyszeptałam.
- Ja…
- Ufam Ci.


Opuszkami palców dotknęłam rozgrzanego policzka mojego kochanka, ten natomiast przechylił lekko głowę, by wtulić się we mnie.


- A jeśli zawiodę?
- Uspokój się. To ja powinnam się teraz bardziej bać! Nie ty.


Serce prawie wyskoczyło mi z piersi, kiedy poczułam jak jego palce starają się rozpiąć guzik moich spodni. Nie zajęło mu to dużo czasu, więc chwilę później stałam przed nim jedynie w cienkiej białej bluzeczce na ramiączkach, pełniącej tymczasowo rolę mojej piżamy. 

Stałam jak wryta, podczas gdy on pozbywał się kolejnych części swojego ubioru. Jego opalony tors zdobiły powoli zasklepiające się ślady po walce.

- Nie boli już.- powiedział, widząc na co patrzę.
- To niebezpieczne.
- Lubię to... I jak widać nadal żyję. 

Miękkie, pełne usta złączył się z moimi, język torował sobie drogę między moimi rozgrzanymi wargami. Położyłam swoją dłoń na jego karku, kiedy prowadził mnie tyłem do łóżka, nie przerywając pocałunku.

- Podnieś ręce.- nakazał.

Bez słowa sprzeciwu uniosłam je, by po chwili poczuć zimne powietrze oplatające moją klatkę piersiową.

- No no... Bez stanika?- w jego głosie czułam podziw. 
- Miałam iść spać.- zachichotałam.

Opadłam  miękko na pościel, ciągnąc Harry'ego za sobą.

- Pięknie pachniesz....- wodził nosem po moim dekolcie.


Jego usta zostawiały mokrą ścieżkę od mojej szyi aż do podbrzusza. Zadrżałam czując jego ciepły oddech na mojej koronowej bieliźnie.

- Harry... Nie. Nie mogę.- jęknęłam.
- Nie bój się... Skoro nie chcesz to nie będę nic na siłę robił.- uśmiechnął się lekko.
- Chodź tu! Zimno mi bez Ciebie.

Przewróciłam Harry'ego na plecy, po czym przytuliłam się do niego niczym koala.

- Kocham Cię...

Jego szept wywołał u mnie dreszcze i nieznane mi dotąd ciepło wypełniające moje wnętrze.

Cudem udało mi się nie wybuchnąć płaczem.

- Jesteś idealny.- obdarowałam go słodkim buziakiem.
- Nie jestem. Uwierz..
- Dla mnie jesteś.

Spojrzał na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy, po czym zwalił mnie na miejsce obok siebie.

- Jesteś pewna?
- Tak.

Zamknęłam oczy. Harry rozrywał szybko szeleszczącą paczuszkę, którą wyjął ze swojego portfela.

- Boisz się?- zapytał cicho.

Pokiwałam głową na 'tak". Nagle bez uprzedzenia poczułam swego rodzaju rozpychanie w dolnych partiach swojego ciała.

- Przepraszam.- musnął  mój policzek.

Moje mięśnie momentalnie napięły się, kiedy ostrożnie na mnie naparł.

- Rozluźnij się.- poprosił.

Skrzywiłam się z bólu przy mocniejszym pchnięciu jego bioder. Obraz przed moimi oczami stał się rozmazany z powodu łez powoli spływających po moich policzkach.

- Nie płacz, skarbie...

Starał się dopasować do mojego wnętrza, tuląc mnie przy tym do swojego torsu.

- No kurwa... - przeklnął pod nosem.

Jego ręka powędrowała na moje biodra. Tym razem wbił się we mnie szczególnie boleśnie. Nie potrafiłam opanować swojego szlochu. To nie był ten sam Harry. Nawet jego oczy miały inny odcień niż chwilę wcześniej.

- Harry... Przestań..- błagałam.

Wzdrygnął się.

- C... Co?- rozchylił usta.
- Nie mogę.. Nie chcę tak.
- Co się stało?
- To nie... To nie byłeś ty.- odwróciłam wzrok.
- Przepraszam. Lottie... Tak cholernie... Przepraszam.

Objął mnie swoim ramionami, zostawiając przy tym całus na moim czole.

- O tym mówiłem... Przepraszam.

_________________________________________________________________________________


Hej. 

Przepraszam, że pisałam ten rozdział prawie tydzień..
Brak weny i fakt, że osoby, z którymi piszę codziennie będą to czytały 
nie za bardzo mi pomagały ;c Kasowałam go 3 razy ;c 
I nadal nie jest dobry. Ba! Jest beznadziejny.
Przepraszam ;c Mam nadzieję, że chociaż jedno
zdanie wam się spodoba ;c Beznadzieja ;c Postaram się
jakoś Wam to zrekompensować ;c
Kocham Was ♥

Little Bird
Szablon by S1K