piątek, 11 kwietnia 2014

Rozdział 6


Tej nocy miałam na prawdę dziwny sen... Przyśnił mi się pewien chłopak. Miał niezwykły uśmiech... Hipnotyzujące oczy.. A jego głowę zdobiła burza niesfornych loków. Nigdy w życiu go nie spotkałam, jednak coś sprawiło, że podczas snu czułam się jakby był dla mnie kimś niezwykle ważnym. Obejmował mnie mocno swoimi ramionami, kurczowo trzymając mnie blisko siebie... A ja... Czułam się... Bezpieczna?

Jednak senna przygoda z nieznajomym nie trwała długo... Chwilę po rozpoczęciu snu jak zwykle zostałam obudzona przez krzyki Kate.

- Zdajesz obie sprawę z tego, że masz tylko niecałe 3 godziny na przygotowanie się?- zapytała, nie odrywając wzroku od Glamour, które akurat czytała.
- Zdążę!- powiedziałam jeszcze lekko zachrypniętym głosem.

Co to takiego ubrać sukienkę i pomalować się? Żadne czary.

Przyjaciółka nie odezwała sie nawet słowem więcej. Byłam na nią troszkę zła za tę pobudkę, lecz z drugiej strony.. Gdyby nie ona to pewnie nawet nie zjawiłabym się na imprezie u Lou... A jeśli już to w piżamie z gniazdem szerszeni na głowie. Hahahhaha!

Szczerze mówiąc nie miałam żadnej konkretnej koncepcji na mój wygląd dzisiejszego wieczoru. Jaki make-up? Jaka fryzura? Jakie dodatki do cholery?! 

- Dlaczego musze być dziewczyną?!- wrzasnęłam na cały salon, kiedy po raz  kolejny dźgnęłam się szczoteczką od tuszu do rzęs w oko.
- Taki twój los, Męczenniczko Charlotte.- wyśmiała mnie Kate.
- Spadaj!- oburzyłam się.
- .... Mogę Cię o coś zapytać?
- Jasne- uśmiechnęłam się.
- Em... Hmm...
- Nie jąkaj się, tylko wal śmiało.
- Byłaś kiedyś zakochana? Tak na prawdę? 

Zaskoczyło mnie jej pytanie.

- To znaczy?
- No.. Czy kiedyś czułaś do chłopaka coś takiego, że byłaś już prawie całkowicie pewna, że to ten jedyny? Ten z którym chcesz być do końca życia i kilka dni dłużej?- spuściła wzrok na swoje splecione palce u rąk.
- Ja... Nie..

Nigdy nie byłam nawet chociaż trochę zakochana... Nigdy.

Zasmuciła mnie ta myśl.... Widziałam często te iskierki szczęścia w oczach Kate, kiedy przychodziła do nas ze swoim chłopakiem... Ich pocałunki.. Słodkie słówka..Wyznania miłości.. To wszystko było tym czego jeszcze nigdy nie doświadczyłam, mimo że pragnęłam tego z całego serca. Czasami myślałam, że po prostu do końca życia będę sama... Że nie jestem warta nawet jednego chłopaka. Rozumiałam fakt, iż inni nie zwracają  na mnie uwagi, że nie podobam się płci przeciwnej... Nie przeszkadzało mi to... Jednak z biegiem lat, samotność zaczęła mi doskwierać. Chcę kogoś kto przytuli mnie, kiedy będę w złym humorze... Kogoś kto przed snem wyszczepcze mi do ucha dwa najpiękniejsze słowa ' Kocham Cie'... To takie.... To wręcz nierealne! Nie jestem ładna jak.. choćby nawet Kate... Nie mam fajnego charakteru.. Zawsze będę sama.

- Ej! Ej!- Kate potrząsnęła mną.
- Hm?
- Nie płacz mi tutaj!
- Ja?
- Tak!

Szybko spojrzałam w lusterko... Rzeczywiście. Mała łza wisiała na granicy mojego oka.

- Przepraszam..- bąknęłam.
- Za co ty przepraszasz?!- przytuliła mnie.
- Za siebie..
- Nie masz za co! Skarbie... 

Jej uścisk sprawił, że znów uśmiechnęłam się.

- Dziękuje, Katie.
- Nie przejmuj się.
 - Dobrze.. dobrze...
- A teraz się szykuj!- zaklaskała w dłonie.

Rzuciłam okiem na zegarek z motywem  Myszki Micky.. 18:00... Zaraz!! 18?!

- Pomóż mi!!- jęknęłam, patrząc błagalnie na przyjaciółkę.
- Siadaj.- powiedziała.

Chwilkę później moje włosy wyglądały niesamowicie! 

- Jesteś moją boginią!- pocałowałam w policzek współlokatorke.
- Hahahha! I..Jesteś gotow... Nie. Jeszcze jedno.- zawiesiła na mojej szyi prezent od Louis'a.- Teraz jest idealnie!! 
- Kocham Cię, Kate.
- Awww.. Ja Ciebie też , moja gówniaro.

Obie zachichotałyśmy.

- Lottie.- wyjrzała za okno- Limuzyna czeka!
- O! Dziękuje.
- Miłej zabawy!- krzyknęła, kiedy byłam już na schodach.
- Dzięki!!

***

Oświetlona willa wyróżniała się spośród wszystkich innych. Wyglądała jakby odbywało się w niej rozdanie Oscarów! Widziałam wiele samochodów podjeżdżających, aż pod same drzwi domu... Każdy kolejny gość był odprowadzany przez kamerdynerów... 

Również moja limuzyna podjechała bardzo blisko wejścia do 'twierdzy' Tomlinson'a. 

Byłam zdenerwowana... Bałam się!! Nigdy nie byłam na takiej imprezie! Wszyscy bogaci.... Sławni... Piękni.. Nie pasuję do takiego świata. 

Ostatni raz spojrzałam na moją długą czarną suknię... 

Sexownie, ale ze smakiem. Będzie dobrze.

Nagle drzwi samochodu otworzyły się. Ujrzałam twarz Gospodarza.

- Dobry wieczór.- podał mi dłoń, bym mogła wysiąść.
- Witam.- zaśmiałam się cicho.

Gdy wysiadłam Louis popatrzył na mnie i... Uśmiechnął się?

Wyśmiał mnie! Wyglądam okropnie powinnam w ogóle przyjeżdżać!

- Wyglądasz pięknie- wyszeptał się do mojego ucha.
- Ja.. Ty też niczego sobie.- zająkałam się.

Boże... On na prawdę wyglądał niesamowicie! Garnitur i fryzura dodawały mu elegancji... Mimo to pozostawał sobą. 

- Zapraszam.- powiedział nonszalancko.
- Dziękuje.

Żałujcie, że nie widzieliście mojej miny, kiedy Louis objął mnie ramieniem w połowie moich pleców. Jakbyśmy.. Jakbyśmy byli parą!

- Co jest?- zapytał, widząc moje pytające spojrzenie.
- Co ty...
- Spokojnie...

Przed nami pojawiła się para starszych ludzi.

- Mamo.. Tato..- powiedział szybko Lou- To jest Charlotte.
- Miło mi Cię poznać, Charlotte.

Jego mama przytuliła mnie mocno.

- Mi również miło Panią.. Państwa poznać.- uśmiechnęłam się sztucznie.
- Przejdźmy na 'ty'- zaproponował pan Tomlinson.- Mów mi Mark, a moja żona nazywa się Johannah.

Pokiwałam głową na znak, że się zgadzam.

- Louis dużo mi o Was mówił.
- Nam o Tobie również.
- Tatoo..- syknął Brunet.
- No co? Prawdę mówię!
- Tak hahhaha... Przepraszam. Louis. Mogę prosić Cię na słówko? - zapytałam.
- Oczywiście.- pogłaskał mnie po policzku.

Odeszliśmy kilka metrów dalej.

- Co to do cholery ma być!?- zdenerwowałam się.
- Poczekaj. Wszystko Ci wyjaśnię.

Podał mi kieliszek czerwonego wina..

_________________________________________________________________________________

Cześć!!
Rozdział jest nawet długi o.o xD i szczerze mówiąc jestem nawet zadowolona... Zwłaszcza, że napisałam go za jednym razem o.o Coraz mnie czasu mam do testów i muszę się skupiać na nauce, ale w wolnych chwilach piszę :) Nowy rozdział w przeciągu kilku dni.
DAJCIE CHOCIAŻ JEDEN KOMENTARZ OD SIEBIE ;C ZMOTYWUJCIE ;C
Little Bird <3

środa, 9 kwietnia 2014

Rozdział 5

LICZĘ NA CHOCIAŻ JEDEN KOMENTARZ Z OPINIĄ NA TEMAT TEGO ROZDZIAŁU ;C


Centrum Handlowe przekroczyło moje wszelkie wyobrażenia. Tylu sklepów nie widziałam jeszcze nigdy... Poczynając od zwykłych sieciówek, w których każde ubranie było podobne do poprzedniego, aż po salony pokroju Chanel, Dolce & Gabbana...

- Jezu!! Lottie!! Chodź tu szybko!- Kate z zafascynowaniem wymalowanym na twarzy, biegała pomiędzy wieszakami.
- Proszę Cie!! Robisz wstyd!- syknęłam.
- Możliwe, ale spójrz na nią!
- O matko...- jęknęłam na widok sukienki , wiszącej na przeciwko mnie.
- Pomóc w czymś?- u mojego boku błyskawicznie pojawiła się konsultantka.
- T-Tak.. Rozmiar 38 poproszę.

Chwilę później byłam już w przymierzalni.

- I jaa.. - przyjaciółka nie dokończyła swojego pytania- Wyglądasz niesamowicie!

Jestem pewna, że krzyk podekscytowania Kate słyszeli nawet ludzie w Chinach!

- Na prawdę?- zapytałam.
- Tak!- podskoczyła.

Kupiłam ją. 

- Dziękuję. Do widzenia!

Zabrałam torbę z zakupem z lady i wyszłyśmy.

- A teraz zabierz mnie na kawę i  opowiadaj.
- Kate...- westchnęłam.
- Nie masz innego wyjścia.- stwierdziła.

No tak.. Oczywiście, że nie mam..!!

Zgodnie z moją nieprzemyślaną obietnicą, zabrałam ją na kawę i kawałek tortu Royal do Starbucks.

- Czekam... - wybełkotała Kate, napychając jednocześnie swoje usta smakołykiem.
- Hm.. No to.. Co chcesz wiedzieć?
- Wszystko!!
- Poczekaj.. - upiłam łyk mojego latte- Pracuję u Louis'a. Jest cholernie bogaty.. Mieszka w wielkiej willi na obrzeżach Londynu. Wszystko tam jest takie... Piękne. Nowoczesne połączone ze starociami.
- Jaki jest z charakteru?
- Jest... Dziwny. Tak. To dobre określenie. Nie jest taki jak inni. Jest pewny siebie, nachalny momentami, ale potrafi też być szarmancki.
- A z wyglądu?
- Jest brunetem.. Kiedy idzie do pracy, ma idealnie ułożone włosy, lecz jeśli siedzi w domu to każdy jego włos sterczy w inną stronę.  Ma błękitne oczy... Nie! Nie błękitne.. To jest taki wyjątkowy, niepowtarzalny kolor..- zamyśliłam się na chwilkę- ... Z tego co zauważyłam to uwielbia obcisłe spodnie, vansy i koszulki czarne albo białe w paski.. I co więcej? To chyba tyle.

Zapadła cisza.. Byłam lekko skonsternowana..

- Wiesz, że uśmiechałaś się, mówiąc o nim?- zapytała Kate, sama szczerząc się do mnie od ucha do ucha.
- ... C.. Co ty pierdolisz?- zająkałam się niepewna czy dobrze usłyszałam.
- Na serio.- zaśmiała się.
- .. Wracajmy do domu.
- Hahahaha! Jak chcesz.

Zebrałyśmy kilka toreb z bielizną, ubraniami, butami i kosmetykami, po czym powolnym krokiem udałyśmy się do samochodu.

Droga powrotna wydawała się ciągnąć w nieskończoność, mimo że trwała zaledwie 15 minut... Byłyśmy na prawdę zmęczone... Ale z drugiej strony kto by nie był?

- Lottie?- usłyszałam głos Kate, która była już na wyższym piętrze.
- Hm?
- Coś do Ciebie- wręczyła mi kopertę.
- Yyy?

Otworzyłam ją. Tekst wypisany na karteczce w kolorze pudrowego różu.

Charlotte, 
chciałem poinformować , iż jutrzejszy bankiet 
rozpocznie się o godzinie 18:30. Nie przychodź do pracy.
Limuzyna przyjedzie po Ciebie o 18.  
Liczę na twoją obecność.
         Louis Tomlinson

- Co jest?- zapytała moja przyjaciółka.
- Będę.. Gościem na tym bankiecie! Limuzyna po mnie przyjedzie.- rozszerzyłam swoje oczy do granic możliwości.
- Gratuluję!
- Czego?
- Ej... Tutaj jest coś jeszcze.

Na dnie koperty leżał srebrny łańcuszek z zawieszką w kształcie motyla.
- Lubi Cię.- stwierdziła.
- Co?!
- Tak.
- Nie.
- Tak i koniec.

Nie miałam siły by dalej się sprzeczać. Wolałam iść spać..

_________________________________________________________________________________

Przepraszam, przepraszam i jeszcze raz przepraszam ;'c
Rozdział jest do dupy ;c konkretnie ;'c strasznie mi się nie podoba. Nie miałam pomysłu na opis tego dnia... Pustka. Musiałam uczyć się do testów i po trochę napisałam w poniedziałek, wczoraj i dzisiaj zaraz po szkole ;'c Jest krótki, nudny i źle napisany ;c Przepraszam ;'c Nowy postaram się dać jutro ;c

Little Bird

wtorek, 8 kwietnia 2014

Rozdział 4

Muzyka


Louis po raz kolejny znajdował się niebezpiecznie blisko mnie. Droczył się.


- Spokojnie. Nie zrobie niczego czego oboje będziemy żałować.- zapewnił.



Wyciągnął w moim kierunku dłoń, w której trzymał złotą kartę kredytową.



- Po co mi to?- zdziwiłam się.

- Kup sobie coś ładnego.- ukazał rząd śnieżnobiałych zębów.
- Nie potrzebuję tego.- odburknęłam.
- Weź. To polecenie.
- Louis. Nie denerwuj mnie.
- Bierz.


Wcisnął kartę w moje ręce.



- Do zobaczenia jutro.- po raz kolejny uśmiechnął się szeroko.

- Ta.. Do jutra.


Ku mojemu zdziwieniu nie zrobił niczego... Niczego co było dla niego tak charakterystyczne. Żadnego dotyku, żadnego szeptania.. Nic. Znałam go dopiero dwa dni, co prawda, jednak czułam się jakbym znała tego człowieka dobre pół roku.  Nie wiem co wprawiało mój umysł w taki stan, ale tak czułam.



- Ile mogę wydać?- zapytałam na odchodnym.

- Ile chcesz.- wzruszył ramionami bez większego zainteresowania- Czekaj! Podeślę Ci smsem PIN.
- Yhym.


Kiedy znalazłam się w końcu poza jego gabinetem, odetchnęłam z wyraźną ulgą.



- Co tak długo?! - roztrzęsiona Amber wzięła mnie w swoje ramiona.

- Przepraszam... Kłóciliśmy się.
- Ah...



Górująca nade mną kilkoma centymetrami Jones ( tak ma na nazwisko Amber ) zmarszczyła brwi jakby, nie dowierzając moim słowom.



- Muszę lecieć. - uśmiechnęłam się krzywo.

- No dobrze. Uważaj na siebie.
- Jasne, jasne, Mamusiu.- rzuciłam lekko sarkastycznie.
- Pa pa.
- Do jutra!
- Jutro mnie nie będzie.- skwitowała krótko.
- Dlaczego?!
- Jest bankiet i mam nie przychodzić.
- Aaa...
- Ty idziesz?
- Taaa... Mam usługiwać
- Boże.. Lottie. Nie zrób niczego głupiego jutro.- wyglądała na przerażoną.
 - Ja?! - oburzyłam się.- Sama widzisz, ze nie mam najmniejsze ochoty na kontakt z nim.
- Jak każda..
- Dokładnie.. Jeju! To już 17! Ja lecę!



Pożegnałam się z współpracownicą i ruszyłam w dół długiego podjazdu. Prawdę mówiąc nie musiałam się spieszyć, po prostu nie chciałam rozmawiać o Tomlinson'ie. Jego zachowanie działało na mnie odpychająco. Nienawidzę nachalnych ludzi. Nie mówię jednak, że Louis  tak całkowicie mnie odrzucał... Z wyglądu to facet wręcz idealny. Jego oczy... Malinowe usta... Rozczochrane włosy... Wszystko do siebie pasowała w jak największym porządku, ale dziewczyny takie jak ja zwracają uwagę na charakter. A jego charakter nie pasował nawet w calu do anielskiego wyglądu. Ten fakt decydował o moim postrzeganiu jego osoby.



Całą drogę do domu spędziłam na rozmyślaniu. Nie! Nie tylko o Nim, ale tak ogólnie. Zastanawiałam się co u moich rodziców i siostry. Zamieszkali w Nowym Yorku. Daleko, wiem... Straciliśmy chwilowo kontakt. Wszystko przez te moje cholerne zapędy do mieszkania na swoim i utrzymywaniu się. Myślałam, że wtedy będę wolna, że będę całymi dniami leżała na kanapie do góry brzuchem... Jednak nie jest tak kolorowo, jak to wyglądało w moich wyobrażeniach. Muszę pracować od rana do wieczora, Kate każe mi sprzątać nie tylko po mnie samej, ale też po niej. Nie żyjemy w luksusach, ale też nie jesteśmy biedaczkami. Rodzice przysyłają mi pieniądze. Wystarcza na rachunki i jedzenie, a to podstawa, prawda?



Głośna muzyka dobiegająca z pokoju mojej współlokatorki wyrwała mnie z głębokiego zamyślenia.



- Kate! - krzyknęłam z wszystkich sił.

- Co?! - wstała, nachylając się do mnie, by usłyszeć moje słowa.
- Wyłącz to!
- Nie!- sprzeciwiła się.
- To sama to zrobię.- mruknęłam pod nosem.


Szybko podeszłam do wieży stereofonicznej, by całkowicie wyłączyć te dudniącą muzykę.



- Boże..Kate..



Akurat gdy chciałam już prawić jej kazanie, mój telefon zawibrował.


Od: Lou
Hej, piękna. PIN to 5268. 
Zaszalej. Kup co chcesz.
          Louis T. xx


Po przeczytaniu treści wiadomości, na moje usta wpłynął niekontrolowany uśmiech.

- Co się tak szczerzysz?- zaciekawiła się, zaglądając przez moje ramię na ekran smartphone'a.

Po chwili poczułam. jak lekko szturchnęła mnie w ramię.

- Kto to?
- Nie twoja sprawa.- powiedziałam cicho.
- No powiedz...
- Pójdziesz ze mną teraz na zakupy?
- Co?!- otworzyła lekko usta.
- Muszę kupić sobie ubrania.
- Skąd ty masz na to pieniądze?- zapytała podejrzliwie.
- Chodź. Powiem Ci wszystko potem. Pójdziemy na kawę i ciastko. Co ty na to?
- Hmm... No okej, ale obiecujesz, że mi powiesz?
- Taaak!
- Więc ruszajmy.- uśmiechnęła się od ucha do ucha.

Zaciekawienie błyszczało w jej wielkich niebieskich oczkach... Wiedziałam, że jeśli każę jej długo czekać na wyjaśnienia to spłonie. Śmieszył mnie widok tej dwudziestolatki, zachowującej się jak dziecko na widok wielkiego czekoladowego loda. Hahaha.

Jednak jeśli nie widziało się jej miny, kiedy kazałam jej pojechać do najdroższej galerii handlowej w Londynie, to trzeba na prawdę żałować. Siedziałyśmy w ciszy, nie odjeżdżając z parkingu przez chyba 10 minut. W końcu wybuchłam śmiechem, który lekko ją otrzeźwił.

- Hahahha! Możemy jechać?- spojrzałam na nią rozbawiona.
- T... Tak. Jasne.

Mieszkałam w stolicy pięknej Anglii od urodzenia, lecz nigdy nie byłam w tym Centrum. Słowo daję. Budynek raził po oczach niemożliwą ilością lampek oświetlających każde okno, każde drzwi, a nawet każdą idealnie biało-złotą ścianę.

- Wow...- jęknęła moja przyjaciółka.
- Zachowujemy się jak jakieś wieśniaczki.- stwierdziłam.
- Oj. Bez przesady.- zaśmiała się.

Złapałam ją za rękę i dość niepewnym krokiem weszłyśmy do wnętrza tego luksusowego miejsca.

_________________________________________________________________________________

Good afternoon! 
Hahahhaa :D Rozdział wydaje mi się dłuższy niż poprzednie, ale nie wiem jak do wyjdzie po dodaniu. Mam nadzieję, mimo dość nudnej treści nie będzie aż tak nurzący dla was. Dobrze mi się go pisało ;D Dodam, że nic nie motywuje mnie do pisania tak jak wasze komentarze. Na prawdę dziękuje z całego serca za każdy dodany jak dotąd <3 :D
Little Bird ;*

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Rozdział 3

PROSZĘ, PRZECZYTAJ NOTATKĘ NA KOŃCU ROZDZIAŁU! 

***

Zamarłam.

- Przepraszam.. Nie chciałem…- wyszeptał.
- Louis … Co ty wyprawiasz?- oburzyłam się.
- Lottie…

Jednym ruchem obrócił mnie twarzą do siebie.

- Podobam Ci się?- mruknął do mojego ucha, przygryzając jego płatek.
- Louis. Zostaw.

Zrobiłam jeden pewny krok do tyłu i wyrwałam się z jego objęć.

- Louis… Nie możesz...

Spojrzałam mu prosto w oczy… To był błąd!  Słowo daje… Nigdy nie widziałam tak niebieskich oczu.. takie… piękne… Boże.. Przepraszam, na prawdę nie potrafię opisać głębi ich koloru. Mogłabym patrzeć w nie do końca mojego życia.. Nie. To nie domówienie.  Mogłabym patrzeć w nie do końca życia i kilka dni dłużej.

- Emm… Charlotte?- pomachał swoją dłonią.

Zostałam przyłapana na  tępym gapieniu się w jego twarz.

- Tak? Przepraszam.. Zamyśliłam się..

Wielki rumieniec wpłynął na moje policzki.

- Myślałaś o mnie?- zgadywał.
- Nie? Wracam do pracy.-nie uraczyłam go nawet jednym spojrzeniem.
- Wypij ze mną herbatę.
- Nie mogę..
- Proszę..

Na moje szczęście do kuchni wkroczyła Amber.

- Lottie.  Pomożesz mi?- poprosiła.
- Teraz nie może.- syknął Tomlinson.
- Mogę.

Chwilkę później stałam już w ogrodzie z konewką, rozmawiając z moją wybawicielką.

- Nie wiem jak Ci dziękować…- jęknęłam. 
- Wiedziałam, że to się w końcu stanie.
- Jak to?
- Z każdą tak jest. Nie jesteś pierwsza. Kilka po prostu odchodziło, bo nie wytrzymały z nim. Przyjął Cię na miejsce Molly. Była śliczna.. Kilka dni temu doszło do czegoś między nimi…- przysłoniła oczy swoją dłonią, by nie raziło ją palące słońce.
- Jezu… A ty? Nadal tu pracujesz..
- Jestem córką przyjaciela ojca Louis’a... Nie może mnie tykać.
- Ahh…. Może nie powinnam tutaj pracować?
- Nie daj sobą pomiatać i będzie dobrze.
- Dziękuje..

Przytuliłam ją.. W tym samym momencie zauważyłam Bruneta… opierał się o framugę drzwi.
.
- On tam stoi.. – wyszeptałam.
- Będzie za Tobą chodzi., dopóki nie dostanie tego czego będzie chciał.
- To znaczy?- zdziwiłam się.
- Ciebie.

Wystraszyłam się.. I to nie na żarty. Ten facet to psychopata czy jak?!

- Chodźmy…- zaproponowała.
- Lottie!- zawołał mnie Louis.
- Boże… - westchnęłam pod nosem – Tak?!
- Chodź do mojego gabinetu.

Po raz kolejny miałam nogi jak z waty.

- Usiądź.
- Nie, dziękuje.
- No więc… Jutro odbędzie się tutaj bankiet. Nie dla byle kogo. Zjawią się moi współpracownicy, gwiazdy, modelki idk.
- I co w związku z tym?
- Chcę żebyś była hostessą.
- … - nie mogłam uwierzyć- Co proszę?
- Zapłacę Ci dodatkowo.
- Nie.
- Dużo.
- Pieniądze nie mają znaczenia.
- Nawet 4000 funtów?- zaproponował.

Zawahałam się.

- Nie.
- 6 tysięcy?- podwyższył stawkę. 
- Louis! Nie przekupisz mnie!

Wstał i nonszalanckim krokiem zbliżył się do mnie.

- Odsuń się.- powiedziałam

Nie zareagował..

- Ostrzegam…
- Pff…- moje słowa obeszły go.

Złączył nasze ciała, a jego dłonie powędrowały do moich pośladków.

- Puść mnie.
- Hmm…- zastanowił się.
- Już. Teraz. Natychmiast.- tupnęłam.
- Kotku… Nie bądź taka w gorącej wodzie kąpana.
- Filozof się w Tobie obudził?
- Tak. Zawsze we mnie był… - mruknął, wtulając się w zagłębienie u nasady mojej szyji.
- Mam Cię dość.
- Puszczę Cię,  jeśli zgodzisz się.
- Zrobisz to wcześniej niż myślisz. – z impetem nadepnęłam na jego stopę.
- Oj nie nie… Nie tak łatwo.
- Louis kurwa!
- Zgódź się.
- No dobra! Matko Boska! Tylko mnie puść!

Byłam wolna.. Chociaż na chwilę.

- Ubierz coś sexownego…- to zdanie idealnie pasowało do jego zachowania w tamtym momencie.

Niebieskooki przygryzł wargę i spojrzał na mnie wyzywająco…

- Nie rób tego - pomyślałam.

Było za późno...

_________________________________________________________________________________

Hej ho! Hej ho!
Trójka pojawia się troszkę wcześniej ze względu na to, że zrobiłam drobne poprawki przy pomocy najukochańszej   @_bizzleismine_ <3 Chcę sprawdzić co sądzicie o tym sposobie pisanie itp. Proszę skomentujcie i dajcie mi znać ;c
Little Bird <3

niedziela, 6 kwietnia 2014

Informacja

Hej wam,
o dziwo mam już napisany rozdział 3 O.o Mam dzisiaj wene xD 
Rozdział 2 również w całości napisałam dzisiaj. Mogę tylko powiedzieć, 
że trójka nie jest tak krótka jak poprzednie. Spodziewajcie się we wtorek.
Nie mogę przecież dodawać rozdziałów dwa razy dziennie albo codziennie xD
Kocham Was
Wiki <3

Rozdział 2

Wtorek. Punktualnie o 9:00 stawiłam się  w gabinecie Louis’a.


- Zacznij od sypialni na piętrze.- poinstruował.
-  Dobrze.
- Tej obok sauny.
- No oczywiście..


Brzmiałam jakbym nie chciała tej pracy, ale to nie tak… Wiedziałam kim jest Louis Tomlinson. Wiedziałam, że nie mogę nawalić.


- Troszkę więcej entuzjazmu?- kąciki jego ust  uniosły się lekko.
- Jeeeej?


Brunet podniósł się i obszedł dębowe biurko, by chwilę później objąć mnie ramieniem.


- Tylko się nie obijaj. –zażartował, po czym wypchnął mnie za drzwi.


Zabrałam wszystkie potrzebne chemikalia, wiadra, ściery itp i zrezygnowana ruszyłam schodami na drugie piętro.  Niesamowite wnętrze… Wręcz nierealne dla kogoś takiego jak ja.  Dotarłam do drzwi sypialnii… Sam jej wystrój był chyba więcej wart niż moje całe mieszkanie!

Bez ociągania zabrałam się do pracy…Pościeliłam ogromne łoże, poukładałam drogie ubrania w garderobie, powycierałam kurze… Sprzątaniu nie było końca!  Jednak jeden przedmiot zwrócił moją uwagę… Na kominku stało zdjęcie, przedstawiające Louis’a… Nie było  zwyczajne, bo przytulał dwie roześmiane dziewczynki.  W oczach bruneta widać było troskę i  miłość.  Nie mogłam się wręcz napatrzeć!


- Jak Ci idzie??? – akurat pojawił się niespodziewanie w progu pomieszczenia.
- Ja… um… - spanikowałam.
- Hm? - zmrużył oczy - Co tam trzymasz za plecami?
- Nic nic.


Louis wyrwał ramkę z moich rąk.


- Kto Ci pozwolił?!
- To przecież moja praca…- pisnęłam.
- Wynoś się z tego pokoju! JUŻ!
- Przepraszam.


Nie zwracając większej uwagi na cokolwiek uciekłam.


- Co się stało?– złapała mnie Amber.
- Ja…
- Nie płacz, kochana… - pogłaskała mnie po włosach, kiedy wtuliłam się w nią.


Nie zdążyłam powiedzieć nawet słowa, ponieważ rozległ się dźwięk ciężkich kroków na schodach.


- Co się tak patrzysz?! Wracajcie do pracy! – warknął.


Amber nawet nie drgnęła.


- Poszedł już sobie?
- Tak. Co się stało?
- Sprzątałam w jednej z sypialni i kiedy wszedł oglądałam jego zdjęcie z jakimiś dziećmi.
- Ahh… Też to przerobiłam. On jest uczulony na punkcie dotykania tego zdjęcia.
- Ma dzieci?
- Z tego co wiem to nie..
- Więc ki..


Louis wyszedł ze swojego gabinetu.


- Powiedziałem coś przed chwilą czyż nie?! Amber, wracaj do pracy! A ty zrób mi herbatę.


Szybko rozeszłyśmy się w różne strony.
Wstawiłam wodę i kiedy poszukiwałam herbaty usłyszałam za sobą głos mojego pracodawcy..


- Przepraszam za moje zachowanie..


Ku mojemu przerażeniu owinął swoje ręce wokół mojej talii, po czym  pocałował mnie w kark…

_________________________________________________________________________________

Witam xD

Przepraszam, że taki krótki, ale staram się jak najwięcej
 dodać w weekend, bo wciągu tygodnia nie mam za bardzo czasu ;c
 Przepraszam. Mam nadzieję, że chociaż wam się spodoba, bo ja
 nie jestem zadowolona. Liczę na jakąkolwiek opinię w komentarzach
 lub na moim tt- @Larry_xx69 :) <3 

Wiktoria 
.

sobota, 5 kwietnia 2014

Informowani

1. @Oliwia_Potocka

2. @uniquenewstyles 

3. @anuuska_

4. @Anetenka69

5. @_bizzleismine_

6. @1Directionerka1

7. @Nightmares_xxox

8. @DiirectionerrPL

9. @curlyloveboo

10. @my_justin1994

11. @NataliaNastula

12. @Anka_124521

13. @xcandyxshopx

14. @Pauline_xxo

15. @sluumberr

16. @werkab0000

17. @klaudixus 

18. @livibiebsxx

19. @Izunialalunia12

20. @Patty5226

21. @JBand1Dswagg

22. @SpeedwayoweLove

piątek, 4 kwietnia 2014

Rozdział 1

- Wstawaj…  - usłyszałam szept  tuż nad moim uchem.
-  Kate… Daj mi spokój…


 Przyjaciółka nie dała za wygraną. Z całych sił pociągnęła za miękką puchową kołdrę, okrywającą  moje ciało.


- Charlotte Davis!! Ogłaszam Ci że zaraz spóźnisz się  na rozmowę do nowej pracy!! Masz 20 minut !!! Żegnam!!!

Opuściła mój pokój z impetem trzaskając drzwiami.


-  …. 20?!??! – jak oparzona wyskoczyłam na wąski  korytarz.
- Tak, dwadzieścia. – akurat pogryzała grzankę przy kuchennym stole.
- Kate!! Dlaczego mnie wcześniej nie obudziłaś?!
- Lottie! Czy ja jestem twoją matką do cholery?! Masz 19 lat !
-  A ty 22!
- Idź się szykować.


Wolała dłużej ze mną nie dyskutować by nie wybuchnąć… Taki z niej typ. Wybuchowa Kate.


- No dalej!  Masz 13 minut! – krzyknęła machając dłonią przed moją twarzą.
- Kocham Cie, ale Cie nienawidzę, Kate.
- Zobaczymy co powiesz kiedy zapytają Cie dlaczego się spóźniłaś? – zakpiła – ‘Moja przyjaciółka mnie nie obudziła‘ serio?


Zmrużyłam na nią oczy i szybko pobiegłam do łazienki. Nie miałam za bardzo czasu, ale mimo wszystko nie chciałam wyglądać jak bezdomna.Ubrałam się zgodnie z  moim stylem.. Nie za sportowo, ale też nie za elegancko.


- Która godzina??
- 10:02!!
- Ja lecę!! Albo nie… Pożycz mi swoje auto.. Proszę..
- Lottie… kochanie… NIE!
- Proszę Cie! Będę szybciej!
- …Zawiozę Cie.


***


Mosiężna brama mozolnie rozchyliła się, a zielone auto Kate wjechało na podjazd. Zaparkowała obok trzech niesamowitych sportowych samochodów. Nie ukrywam. Byłam pod ogromnym wrażeniem , mimo iż zdawałam sobie sprawę z tego, że mężczyzna u którego miałam pracować jako pomoc domowa był bogaty.
Kamerdyner  w idealnie wyprasowanym czarnym garniturze powitał nas przy wejściu.


-  Dzień dobry! Ja….
- Witam. Tak, wiem. – przerwał mi. – Zapraszam.
- Kate…
- Zaczekam.- mruknęła.


Czułam jak moje wnętrzności fikają koziołki ze strachu. Co jeśli przez te spóźnienie stracę szansę?! Co jeśli uzna mnie za niekompetentną?!

Ściągnęłam moje vansy i ułożyłam idealnie obok siebie przy drzwiach.


- Dzień dobry. – w wielkim holu rozbrzmiał męski głos.


Odruchowo uniosłam głowę.

- Dzień dobry.


Przede mną stał nagi do pasa Louis Tomlinson. Nie spodziewałam się, iż jest to młody chłopak! W ogłoszeniu pisało jedynie, że tak się nazywa.. Po jego miejscu zamieszkania wywnioskowałam że musi mieć około 50 lat, a tu proszę.


- Ty musisz być Charlotte - uraczył mnie szerokim uśmiechem.
- Tak. Miło poznać.
- Chcesz u mnie pracować, zgadza się?
- Yhym…


Byłam lekko skrępowana na widok jego umięśnionego torsu.


- Nie będzie tak łatwo.. Najpierw musisz przejeść specjalny test.
- Jaki?
- Hm.. Musisz posprzątać cały dom w 20 minut.


Przecież to zajmie mi 5 godzin!

- Dasz radę?
- Ja.. Emm… - zająkałam się.
- …W takim razie podziękuje Ci. Do widzenia.
- Ale.. !


Spojrzał na mnie wyzywająco.


- Dam rade!
- Za późno.
- Nie to nie.


Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę drzwi.


- Hej! Hej! Żartowałem!
- Naprawdę?
- Tak.
- Kiedy mogę zacząć?
- Od Jutra? Na 9 ?
- Okej. Dziękuje. Mam mieć jakiś specjalny strój?
- Amber Ci wszystko powie.  Ja wracam do pracy.  Amber!


W mgnieniu oka pojawiła się nie wysoka blondynka.


- To jest Charlotte, będziecie razem pracować. Zapoznaj ją z zasadami.- powiedział, po czym zniknął za dębowymi drzwiami.


Zasadami?


- Cześć. Jestem, Lottie.
- Hej. Amber.- wyciągnęła w moją stronę szczupłą dłoń.
- Miło mi.
- Posłuchaj… Nie chcę Cię straszyć, ale nie będzie łatwo.
- To znaczy?
- Louis jest wymagający.
- Jak to?
- Nienawidzi spóźnień. Może i dobrze płaci, ale okropny z niego bałaganiarz…
- A ubiór?
- Kiedyś kazał mi nosić sukienki- westchnęła.
- A teraz?
- Możesz ubrać się jak chcesz… Ale nie bądź niechlujna.  Przychodzą do niego ważni ludzie ze świata biznesu, musisz się jakoś reprezentować.  Poza tym… Jest kobieciarzem… Kiedy będzie przyprowadzał kobiety.. Nie patrz się. Nie lubi tego. Najlepiej wtedy zajmij się czymś w innej części domu i nie zawracaj mu głowy.


Ja pierdole… Nieźle się zapowiada…
_________________________________________________________________________________

Hej wam!!!
Na początek chciałam powiedzieć, że może i temat ff
 będzie dość oklepany jednak postaram się go trochę ukolorowić xD 
Mam na imię Wiktoria, 16 lat :) Piszę w tym roku testy gimnazjalne
 i w miarę swoich możliwości postaram się dodawać dość 
często rozdziały.. Mam dość chaotyczny język, ale staram się :) 
Na dzisiaj to chyba tyle :)

Little Bird ♥

Szablonik :)

Obecny szablon bloga mam z niesamowitej strony:
Dziękuje <3 
Szablon by S1K